Bartłomiej Marchut

Bartłomiej Marchut

W sierpniu 2017 r. zdiagnozowano u mnie raka płuc. Przebywałem wtedy w Gdańsku i tam podczas hospitalizacji z powodu zapalenia płuc wykryto zmianę w górnym płacie płuca prawego. Wróciłem załamany do rodzinnych Kielc ze skierowaniem do poradni torakochirurgicznej. Przeprowadzono biopsję przy pomocy bronchoskopu i okazało się, że mam raka płaskonabłonkowego rogowaciejącego. Na szczęście nie jestem osobą która się całkiem załamuje. Dotarłem do jednego z najlepszych torakochirurgów znanych w naszym województwie. Niestety lekarz ten pracuje już w Rzeszowie. Przyjął mnie, zrobił bronchoskopię i zakwalifikował mnie do zabiegu usunięcia całego prawego płuca. Zabieg odbył się 13 września 2017 roku. Później już standardowe leczenie onkologiczne, chemioterapia od listopada do stycznia, brachyterapia, i 6 tygodni radioterapii od 3 kwietnia. W między czasie wyjazdy do Rzeszowa na kontrolne bronchoskopie, do Warszawy na badania tomografem. 

25 grudnia 2018 trafiłem karetką do szpitala z powodu bardzo silnego bólu głowy. Był tak silny, że powodował omdlenia. Po wykonanej tomografii głowy okazało się, że mam pięciocentymetrowego guza w lewym płacie czołowym tuż nad okiem. Kolejna operacja odbyła się 31 grudnia 2018. Badanie histopatologiczne wskazało tą samą tkankę nowotworową. 

O ile po pierwszej operacji poprzestałem na tradycyjnym leczeniu i oszczędzającym trybie życia, to teraz jednak widzę, że to za mało. Niestety wszelkie terapie alternatywne, ziołolecznictwo, suplementacja, przejazdy do lekarzy, pokrycie kosztów badań, przejazdów oraz noclegów w miastach gdzie są prowadzone, są bardzo kosztowne. Dodatkowo mieszkam w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce, mając jedno płuco, oraz astmę oskrzelową od dziecka, nie jestem w stanie wyjść na zewnątrz bez maseczki antysmogowej. Zmieniać w niej filtry muszę, w sezonie grzewczym, co około dwa tygodnie aby maska spełniała swoje zadanie. Te z atestami są, niestety, drogie.  Muszę też używać tlenu. Chcę i muszę zrobić wszystko żeby wyzdrowieć, skorzystać z każdej szansy. 

Mam umówioną wstępnie wizytę u lekarza w Niemczech, leczenie nowatorską metodą, która w Polsce nie jest dopuszczona. Muszę najpierw zgromadzić środki na wyjazd i opłacenie wizyty, a później leczenia. Do tej pory każdy grosz przeznaczony na to wszystko pochodził z własnych zarobków. Teraz, gdyby nie wsparcie Rodziny i znajomych już musiałbym zrezygnować z większości. W tej chwili nie jestem w stanie wrócić do pracy, zarówno fizycznie jak i w opinii lekarzy.

Rodzina i znajomi chcą też móc przekazać 1% podatku na moją osobę i ewentualnie móc robić indywidualne wpłaty. 

Zwracam się zatem do Państwa o pomoc. Nie chcę dopuścić do najgorszego. Mam dopiero 36 lat i 4 letnią córkę. Chcę z tego wyjść, wrócić do normalnego życia bez strachu

 

                                       

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA BARTKA:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-MAR-03