Maria Dziczkowska

Maria Dziczkowska

 

Nazywam się Maria Dziczkowska, dla znajomych Maja. Mam 62 lata i od 17 lat walczę z chorobą nowotworową. Zaczęło się przypadkowo, tak to najczęściej bywa z onkologią. Spadłam z 3 metrów i złamałam kręgosłup, stabilizacja i rehabilitacja bardzo silnym polem magnetycznym. I wtedy jeden z „siniaków” zaczął gwałtownie rosnąć. Biopsja na onkologii nie pozostawiła złudzeń – nowotwór piersi o bardzo dużej dynamice wzrostu, jak już był opis i wizyta w klinice to jego wielkość wynosiła prawie 6 cm. Od razu roczna chemioterapia, działanie jej było bardzo słabe, ale umożliwiło mastektomię, przerzuty już były w węzłach chłonnych, następnie silna radioterapia. Po rocznej anoreksji polekowej byłam bardzo osłabiona. Starałam się pracować i nie pokazywać innym mojej choroby. Niestety mimo trzymania diety, wlewów immunostymulujących, witaminy C, autoszczepionek i hipertermii moje przerzuty co jakiś czas wymykały się spod kontroli. Były inne chemie, były operacje i cały czas walka o utrzymanie w ryzach rozrzutu. W 2014 roku przy dość dużym stresie nastąpiła silna wznowa, przerzuty w płucach i płyn doprowadził do omdlenia w pracy – wcześniej płuca były czyste. Przerzuty były w wielu miejscach. Nie chciałam wziąć podstawowej chemioterapii, ona mi nie pomagała. Pojechałam na konferencję Współczesnej Onkologii do Poznania i tam prof. Wysocki miał referat o bardzo agresywnym nowotworze piersi i nowych celowanych terapiach opracowanych przez firmę Roche. Po powrocie w próbkach sprzed lat stwierdzono silną nadekspresję HER2.  Dostałam pierwszą terapię, 26 cykli co 3 tygodnie, efekt bardzo obiecujący, niestety przerzuty zaczęły rosnąć. Trzeba było przerwać. Ilość w płynu w płucach wymagała punkcji co kilka dni. Otrzymałam następną terapię celowaną i znowu duży sukces. Mogłam normalnie funkcjonować, biorąc co dzień cytostatyki i blokery w domu. I tak było przez rok, do marca 2017 roku. Powiększenie przerzutów wyeliminowało mnie ponownie z tej terapii. Szkoda, bo przerzuty były już tylko w wątrobie. Teraz konieczna jest trzecia terapia, która daje niesamowite szanse na ogarnięcie problemu – Kadcyla, niestety nie jest ona refundowana w Polsce, koszt ogromny i trudny do oszacowania. Nie ma jej też w programach testujących, bo jest już wprowadzona do leczenia w wielu krajach od kilku lat. Zmuszona jestem prosić o wsparcie. Proszę o wpłatę 1% od dochodów na moje konto w fundacji.

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA MARII:

zł  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-DZI-01