Sławomir Marek

Sławomir Marek

W moim życiu wszystko dobrze się układało do października 2019 roku. Ja i moja rodzina byliśmy zdrowi, byłem zadowolony ze swojej pracy i przede wszystkim dumny z moich córek, ponieważ starsza ukończyła szkołę podstawową ze świetnymi wynikami i dzięki temu dostała się bez problemu do wymarzonej szkoły, młodsza córka skończyła 4 klasę podstawówki z najlepszą średnią w klasie. Szczęście jednak nie trwało zbyt długo. W sierpniu zacząłem czuć się gorzej, pojawił się uporczywy kaszel, byłem ciągle zmęczony, a każdy najmniejszy wysiłek fizyczny wywoływał u mnie duszności. We wrześniu byłem już na tyle zaniepokojony tymi objawami, że udałem się do lekarza i tak się wszystko zaczęło: RTG klatki piersiowej nie wiele pokazało, ale już w Tomografii było widać wyraźnie zmianę nowotworową we wnęce płuca prawego. Ostateczną odpowiedź dała bronchoskopia: rak płaskonabłonkowy w III stopniu zaawansowania z naciekiem na tętnicę płucną. To było dla mnie jak wyrok, w jednej chwili mój świat legnął w gruzach. Nie potrafiłem myśleć o niczym innym, tylko ile czasu mi jeszcze pozostało i co będzie z moimi bliskimi. Konsylium lekarskie zdecydowało, że rak jest nieoperacyjny i będę leczony radykalnie radiochemioterapią. Zaraz po Świętach Bożego Narodzenia, które tym razem były dla nas wyjątkowo smutne, mimo, że niby wszystko było jak zawsze (choinka, prezenty itd.) zacząłem leczenie. Szybko okazało się, że pech mnie nie opuszcza, ponieważ po czterech pierwszych frakcjach radioterapii wystąpiła u mnie odma płucna, a płuco po prostu się zapadło i nie wiele brakowało żebym się udusił. radioterapia została przerwana i znalazłem się na oddziale torakochirurgii, gdzie założyli mi dren do opłucnej. Jakby tego było mało okazało się że pierwsza chemia uszkodziła mi słuch (w lewym uchu znacznie). Wtedy myślałem, że to już jest mój koniec i mojego leczenia. Byłem w takim stanie, że wejście na drugie piętro było dla mnie dużym problemem, ale postanowiłem, że póki żyję muszę walczyć. Po dwóch tygodniach wróciłem do leczenia na oddział radioterapii, gdzie równocześnie z naświetlaniami co tydzień podawano mi chemię, ale już według innego schematu. Lekarze mówili, że takie powikłania jak w moim przypadku występują niezwykle rzadko i z wielkimi obawami zdecydowali się wznowić leczenie. Na szczęście leczenie radiochemioterapią udało się doprowadzić do końca, trwało to sześć długich tygodni. Obecnie dochodzę do siebie po tym wyczerpującym organizm leczeniu, odczyn popromienny uniemożliwia narazie normalne funkcjonowanie (poparzony przełyk nie pozwala na jedzenie normalnych posiłków), chemia także zrobiła ogromne spustoszenie w moim organiźmie, ale staram się dzielnie to znosić i nie poddawać się. Walczę nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla moich dzieci, bo chciałbym widzieć jak dorastają i wkraczają w dorosłe życie. Jednak żebym mógł tego dożyć muszę jak najszybciej przejść do kolejnego i za razem ostatniego etapu, czyli  wg. międzynarodowych standardów postępowania w przypadku nieoperacyjnego raka płuc, do leczenia immunologicznego lekiem o nazwie DURVALUMAB. Ten lek znacznie zwiększa szanse na wyleczenie , albo przedłużenie życia, jednak jest on bardzo drogi i niestety nie jest refundowany w naszym kraju. Ponieważ nie jestem w stanie uzbierać tak ogromnej kwoty , dziś proszę was o wsparcie, liczy się każda złotówka. Tylko dzięki wam mogę mieć szansę jeszcze trochę nacieszyć się życiem u boku moich ukochanych dzieci i żony.

 

 

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA SŁAWOMIRA:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-MAR-05