Agnieszka Rowicka-Biedrzycka

Agnieszka Rowicka-Biedrzycka

Agnieszka 48 lat
 

 Ludzie mają najróżniejsze pragnienia. Ja marzę o spędzeniu najbliższego lata z moim synem i mężem. Mamy takie nasze ukochane miejsce nad jeziorem… Albo… żyć jeszcze chociaż ze trzy lata, uściskać „młodego” w dniu jego matury… Tylko tyle i aż tyle…

         Dwa lata temu rak zabrał moją młodszą siostrę. Kasia osierociła córkę. Wtedy postanowiłam uczynić wszystko, aby mój syn nie stracił przedwcześnie matki, aby córeczka siostry drugi raz nie przechodziła przez traumę związaną z nowotworem w najbliższej rodzinie. Zrobiłam badania genetyczne. Wyniki zdawały się być jednoznaczne. Po konsultacjach lekarskich poddałam się profilaktycznej mastektomii oraz usunięciu jajników i jajowodów. Sądziłam, że jestem bezpieczna, powolutku zaczynaliśmy wracać do „normalności”, uczyć się śmiać, cieszyć drobiazgami codziennego życia.

         Pod koniec października ubiegłego roku poszłam do okulisty. Nie wiem która to już była wizyta w ciągu ostatnich lat. Dosyć często musiałam zmieniać okulary. Lekarz wykonał badanie dna oka po czym poinformował mnie, że mam ogromnego czerniaka w oku… Jak to możliwe, że podczas kilku poprzednich kontroli guz pozostał niezauważony? Dzisiaj to już nieważne. Poddałam się usunięciu gałki ocznej. Niestety stwierdzono u mnie liczne guzy przerzutowe do wątroby.

         W Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie powiedziano mi, że ten typ nowotworu nie reaguje dobrze ani na chemioterapię ani na radioterapię. Próba chemoembolizacji guzów w Wojskowym Instytucie Medycznym przy ul. Szaserów skończyła się niepowodzeniem. Po pierwszym zabiegu parametry medyczne wątroby pogorszyły się tak bardzo, że zostałam wykluczona z dalszej terapii.

         Nazywam się Agnieszka. Jestem matką wspaniałego, wrażliwego chłopca, żoną ciepłego, cudownego mężczyzny, ukochaną ciocią dziewczynki osieroconej przez moją siostrę. Jestem też córką kobiety, która straciła już jedno dziecko. Według lekarzy pracujących w publicznej służbie zdrowia nie ma dla mnie ratunku. Mam umrzeć i już.

          Ale tak być nie musi. Lekarz z prywatnej kliniki ImmunoMedica twierdzi że jest realna szansa na zahamowanie choroby. Wyniki immunoterapii w podobnych przypadkach dają bardzo dobre rezultaty. W wielu krajach są to metody stosowane powszechnie, w ramach ubezpieczenia społecznego. Niestety nie w Polsce…

         Czy będzie mi dane dołączyć do tych, którzy pomimo tak wielu przeciwności losu zostali uratowani? Chcę wierzyć, że tak. Pierwszy raz od długiego czasu moje marzenia zaczęły nabierać siły, przyspieszać, pędzić tak szybko, że aż niebezpiecznie: zyskać jeszcze kilka lat!? A może więcej niż tylko kilka? Żeby moi chłopcy nie zostali sami! Chcę żyć, być, trwać u boku tych, którzy mnie tak bardzo potrzebują. Nie mogę przegrać po tym wszystkim co nas spotkało, a przynajmniej jeszcze nie teraz…

         Koszt terapii został określony na kwotę 50 tys. zł. Kiedyś powiedziałabym, że to śmieszna cena za życie. Wzięłabym kredyt i już. Ale dzisiaj… Ostatnio jest nam trudniej niż kiedykolwiek. Żaden bank nie da mi pożyczki. Takie są fakty. Pierwszy raz w życiu muszę zwrócić się z prośbą do obcych ludzi. To nie jest łatwe. Jest mi wstyd, nie lubię o tym mówić. Jednak proszę o tę pomoc, i to proszę z całego serca, tak tylko jak potrafi prosić matka w obliczu groźby osierocenia swojego dziecka…

 

        

 

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA AGNIESZKI:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-BIE-02