Jadwiga Szyszko

Jadwiga Szyszko

Nazywam  się  Jadwiga  Szyszko.  Mam 57 lat, a od 21 lat próbuje się rozstać z rakiem (dokładniej od 19 grudnia 1997 roku  – pamiętna data bo przed samymi świętami Bożego Narodzenia)

Po usłyszeniu diagnozy - nowotwór złośliwy sutka - pierwsze pytania jakie pojawiły się w mojej głowie to: Kto wychowa moją córkę? Komu mam powierzyć to zadanie? Miała wtedy dopiero niepełne 4 lata.  Rozpoczęcie pierwszej batalii z rakiem nie było łatwe. Po operacji, która skończyła się prawostronną mastektomią i usunięciem węzłów chłonnych, rozpoczęłam leczenie jak większość
z nas: chemią i naświetlaniem. Pomogło - przynajmniej na jakiś czas, co i tak było dla mnie olbrzymim sukcesem. Te kilka lat „zdrowego czasu” mogłam poświęcić na wychowanie córki oraz powrót do pracy zawodowej.

W 2007 r. usłyszałam następną diagnozę - nowotwór lewej piersi – była to wersja nieco „łągodniejsza”, ponieważ bez przerzutów. Ponownie przeszłam operację, tym razem oszczędzającą. Przez kilka lat znowu cisza, jednak okazało się, że nowotwór nie dał za wygraną.

Obecnie, od 2016 roku jest to moje trzecie spotkanie, tym razem przerzut do KOŚCI I PŁUC.  Nie poddaje się, staram się jak mogę i nie daje się chorobie. Gdyby nie moja córka nie dałabym rady. To ona motywuje mnie do wszelkich działań, do pozytywnego myślenia. To dzięki niej codziennie rano wstaje z łóżka, robię toaletę i przebieram się w dres. Pomimo, że nie mam siły chodzić (większość dnia spędzam w łóżku) staram się chociaż parę razy przejść po mieszkaniu.

Tak jak każdy z nas opisując swoją historię, z jednego jestem bardzo szczęśliwa - w tym wszystkim nie jestem sama. Jestem otoczona ludźmi z wielkim sercem. Oprócz tego chorując, każdy z nas, sam w sobie musi być silny. Gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że tym razem uda mi się uwolnić od raka raz na zawsze. Mój stan jednak w przeciągu tego czasu, od ostatniej diagnozy, bardzo się pogorszył. Mam potworne bóle kości, tak jak wspomniałam ciężko jest mi się poruszać, jak i oddychać. Często jestem zmęczona po chwilowej rozmowie. Każdy z nas ratuje się jak tylko jest to możliwe, po prostu chcemy żyć. Dla mnie tym kołem ratunkowym są lekarze ze szpitala  w Meksyku. Jest to moja jedyna nadzieja i szansa na powrót do zdrowia.  Niestety nie stać mnie na leczenie na własną kieszeń, dlatego zwracam się z wielką prośbą o pomoc finansową. Będę bardzo wdzięczna za każde, jakiekolwiek wsparcie finansowe lub przekazanie kwoty z 1% podatku.

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA JADWIGI:

zł  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-SZY-04