Jolanta Głodek

Jolanta Głodek

Ile warte jest życie? 

Co zrobiłbyś, gdyby lekarz onkolog "zatrzasnął" Twojej Mamie drzwi przed nosem i podziękował za półroczną współpracę? Gdyby powiedział, że to koniec refundowanego leczenia, bo zupełnie nie skutkuje? Poszukałbyś okna gdzieś indziej, którym wlazłbyś za wszelką cenę!
My już mamy kilka okien na oku, ale niestety drabiny, po których musimy się wspiąć razem z naszą Mamą, są bardzo drogie! Całkowicie przekraczają nasze możliwości.
Dlatego potrzebujemy Twojej pomocy.

Ale wróćmy do początku naszej historii.

Nasz dziadek zachorował 25 lata temu i przegrał walkę z rakiem. Mama, choć nigdy nam tego nie mówiła, czuła, że może zachorować bo przecież nowotwory są dziedziczne. Dlatego badała się regularnie, chcąc zapobiec tragedii. Po ostatnim badaniu (5 lat temu) lekarz powiedział, że wszystko jest w porządku i zalecił następne badanie za 10 lat. Mama jednak miała od wielu miesięcy problemy z brzuchem, których nikt nie potrafił wytłumaczyć.

Aż pewnego dnia rozbrzmiało w moich uszach: „Córko. Znaleźli u mnie guza na wątrobie. Podejrzenie nowotworu”. Od tego momentu zaczęła się gonitwa. Nikt z nas nie wiedział niestety, w którą stronę biegniemy. Specjalista za specjalistą, badanie za badaniem, a cenny czas uciekał bez konkretnej diagnozy.

Nagle wszystko runęło.  Podczas przygotowań do kolejnych badań nastąpiła niedrożność jelita, która wymusiła nieplanowaną operację. Mimo iż wszystko wskazywało na jedno, na powtórkę z rodzinnej historii sprzed 25 lat, wciąż mieliśmy nadzieję, że to jakieś niefortunne zdarzenie. Jednak po operacji bardzo szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię: nowotwór złośliwy jelita grubego, IV stadium z licznymi przerzutami do wątroby. Niestety, ze względu na bardzo długi okres diagnozy, inwazyjne badania oraz nagłą, nieplanowaną operację, która wymagała wycięcia sporej części zajętego jelita, nasza Mama straciła mnóstwo siły i kilogramów.

Mama dzielnie przeszła już dwie chemioterapie, inwazyjne badania do SIRT, termoablazji,... ta lista ciągle się wydłuża, a lekarze załamują ręce i odsyłają do domu z kwitkiem. Nic nie działa. A bezcenny czas ucieka. Ciągle szukamy, a koszty nierefundowanych badań przygniatają nas coraz bardziej. Ale wiemy, że będzie potrzebowała kolejnych, ale ilu? Trudno powiedzieć, sytuacja zmienia się czasami z dnia na dzień. Popatrzcie na Nią, jest przecież cały czas pełna życia, kolorów, energii. Nie daje poznać po sobie jak choroba szybko zabiera jej czas.

 

Lista tabletek i innych specyfików, które musi przyjmować, jest bardzo długa. Witaminy, hipertermia i terapia immunologiczna to tylko jej mała część. Ale to jedyne co możemy teraz zrobić, wzmocnić Mamę, a to pochłania ogromne kwoty. Dlatego prosimy o pomoc. Wierzymy, że znajdziemy leczenie dla Mamy. O niczym innym nie marzymy. Prosimy, bądźcie z nami, nie pozwólcie nam stracić nadziei...

 

Urszula - córka Jolanty

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA JOLANTY:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-GLO-01