Janek Dudziec

Janek Dudziec

Cześć, mam na imię Janek. Mam 31 lat. Mam dwuletniego syna i świetną żonę. Od listopada 2018 roku zmagam się z rakiem trzustki. Większość lekarzy mówi, że to wyrok bez możliwości odwołania. Ale wbrew oficjalnym polskim wytycznym chciałbym poddać się operacji usunięcia guza, bo to jedyna szansa żebym kiedyś zabrał synka na ryby, jedyna szansa na dalsze życie. Nadzieję dają mi chirurdzy z Niemiec. Niestety ma ona swoją wysoką cenę.

Spokojnie, to nic poważnego  

Połowa sierpnia 2018. Zaczął mnie boleć brzuch. Niby nic, każdego z nas czasem boli. Początkowo bolał słabo, potem mocniej. Chwilami czułem się jakby mnie ktoś przebił prętem na wylot. Tak jak w filmach akcji. Po wizycie u gastrologa wychodzę spokojny, nic poważnego, leki likwidują ból. Ale ból powraca po dwóch tygodniach. Na kolejnej wizycie dostaję skierowanie do szpitala.

Połowa października 2018. Przychodzę na oddział interny. Ostre zapalenie trzustki. Do tej pory nie wiem jeszcze, gdzie w moim ciele znajduje się trzustka. Rezonans magnetyczny uwidacznia guza w jej trzonie i niezidentyfikowane zmiany w wątrobie.

Niestety rak

Początek listopada 2018. Co to za guz? Łagodny? Złośliwy? Biopsja? Operacja? Dużo znaków zapytania. Dużo konsultacji na różnych oddziałach chirurgii. Zabieg będzie poważny. Operacja metodą Whipple’a bywa określana jako najpoważniejsza chirurgia brzuszna. Po wielu poszukiwaniach i dzięki finansowemu wsparciu rodziny wybieram doświadczonego chirurga z Niemiec. Przebieg operacji zależeć będzie od tego, co znajduje się w wątrobie. Jeśli to przerzuty, trzeba się wstrzymać z chirurgią i jak najszybciej przyjąć chemię. Jeśli przerzutów w wątrobie nie ma, lekarz usunie guza z trzustki.

Koniec listopada 2018. Szpital, stół, potężne lampy. Zasypiam. Budzi mnie chirurg. Wyrok brzmi: rak trzustki z przerzutami do wątroby. Przerzuty oznaczają IV stadium, według europejskich i polskich wytycznych to stadium nieoperacyjne. Rak trzustki źle rokuje. Procenty i mediany odbierają nadzieję, napędzają ten głęboko zaszyty w każdym z nas lęk. A skuteczna operacja to jedyna szansa na dalsze życie. Wyjeżdżając słyszę od mojego lekarza, że jeśli tylko chemia zadziała, to będzie mógł mnie zoperować, pomimo że oficjalne polskie wytyczne takiej szansy mi nie dają. A ja chcę dalej żyć, więc zbieram siły.

Nadzieja powraca. Ale ma swoją cenę

Połowa grudnia 2018. Boję się chemii. Często słyszę, że chemia na trzustkę jest bardzo toksyczna i trudna do zniesienia. Może strach ma wielkie oczy, a może Wszechświat postanowił mnie oszczędzić, chemię znoszę całkiem dobrze. Pierwsze trzy są trudne, po kolejnych trzech czuję się lepiej. Sześć cykli szybko mija. W naszym domu życie toczy się względnie normalnie. Ale w trakcie chemii nie jestem w stanie pracować. Moja żona robi kolejne staże w różnych szpitalach. Za jakiś czas będzie onkologiem klinicznym. Nasz dwuletni Tomek uczy się co chwilę nowych słów. Dużo się z nim bawię. Czasem emocje rozsadzają moje serce. Chcę się z nim bawić jak najdłużej.

Z początkiem marca 2019 nadchodzi nadzieja. Kontrolny rezonans pokazuje, że guz się zmniejszył. Wysyłam badania do chirurga z Niemiec i czekam na decyzję. Jest szansa na operację. Dom, rodzina i przyjaciele pomagają zebrać siły i odpędzić strachy. Ich wsparcie jest bezcenne, ale do zwycięstwa niezbędne jest wycięcie guza. Operacja będzie kosztować. Tak samo jak leki i kolejne badania. Cena nadziei – cena zabiegu – to 110 tysięcy złotych.

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA JANKA:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-DUD-01