Barbara Trochimiak

Barbara Trochimiak

Witam - chciałabym pokrótce przedstawić Państwu moją sytuację.

W maju 2016 roku zostałam po raz drugi szczęśliwą mamą, choć początki były bardzo trudne (operacja syna w pierwszej dobie życia i długi pobyt w szpitalu). Gdy już wszystko się normowało i wydawało się, że wychodzimy na prostą usłyszałam druzgocącą diagnozę.  Wszystko zaczęło się w kwietniu tego roku. Podczas diagnozy pod kątem zapalenia wyrostka zauważono zmiany na jajnikach. Początkowo trochę zbagatelizowane tłumaczeniem przez lekarza, że to pewnie zapalenie, że nie ma się, czym martwić i po prostu przyjąć antybiotyki. W międzyczasie wyznaczono mi termin na tomografię – ponad miesiąc oczekiwania. Na początku czerwca z silnym atakiem bólu trafiłam na SOR i zostałam przyjęta na oddział. Szybka tomografia, która nie dala jasnego obrazu i operacja. Diagnoza okazała się jeszcze gorsza niż myślałam: rak żołądka z przerzutami na jajniki. Niestety ze względu na zapalenie otrzewnej usunięto mi tylko oba zajęte przez rak jajniki. Żołądek musiał poczekać do dalszej diagnozy. Po miesiącach dalszych badań i wizyt u lekarzy trafiłam w końcu do Centrum Onkologii w Warszawie. Pani doktor pełna optymizmu skierowała mnie od razu na chemię. Po 4 flotach chemii i kolejnej tomografii – od której zależało dalsze leczenie wreszcie dobre wiadomości. „Kolega” na żołądku trochę się zmniejszył, nie ma widocznych przerzutów, więc można operować. Zabieg miał polegać na całkowitym wycięciu żołądka i zastosowaniu wlewu chemii do otrzewnej tzw. Hipec. Wszyscy się bardzo cieszyliśmy i nie mogliśmy się doczekać dnia operacji. Byłam szczęśliwa, że to wszystko już nie długo się skończy. Nawet przyjęłam na spokojnie wiadomość, że po operacji jeszcze chemia podtrzymująca. Ja już widziałam „światełko w tunelu”.  Dzień operacji – nawet bardzo się nie denerwowałam. Cieszyłam się.  Zaraz po wybudzeniu wiedziałam, że coś poszło nie tak – operacja trwała za krótko. Okazało się, że rak jest bardzo agresywny i dał przeżuty na otrzewną – dlatego zrezygnowano, z Hipeca i całkowitego usunięcia żołądka. Nie będę pisała, co wtedy przeżyłam. Obecnie dochodzę do siebie po operacji i czekam na decyzję Pani doktor, co do dalszego leczenia – w grę na pewno wchodzi dalsza chemia. Nie czekamy jednak biernie. Szukamy innych sposobów i metod leczenia. Jesteśmy między innymi umówieni na konsultacje do Kliniki w Bydgoszczy gdzie są przeprowadzane najnowszą metodą Pipec zabiegi i operacje raka żołądka. Szukając pomocy trafiliśmy również na ImmunoMedicę. Tamtejsi lekarze proponują skuteczną metodę wspomagania organizmu w trakcie jak i po chorobie, która niestety nie jest stosowana w szpitalach. Chemia wspomagana przez zaproponowane leczenia ma dać bardzo dobre rezultaty wraz ze zniszczeniem komórek macierzystych raka. Bardzo bym chciała spróbować leczenia środkami proponowanymi przez tamtejszych lekarzy. Zdaję sobie sprawę, że leczenie podobnie jak chemia jest długie ale daje nadzieję na całkowite wyleczeni. Bez życia z ciągłym strachem, że nastąpi nawrót choroby. Tu pojawia się jednak kolejna przeszkoda – fundusze, ponieważ leczenie proponowane przez ImmunoMedicę nie jest na kieszeń przeciętnego Polaka a nie jest refundowane przez NFZ.

Gdybym nie musiała nigdy nie zwracałabym się z prośbą o pomoc finansową. Sami nie damy rady.  Ja obecnie nie pracuję – nie daję rady a mój partner zrezygnował częściowo z pracy. Musi być w domu, aby pomóc w opiece nie tylko nade mną, ale i dziećmi (7 lat i 1,5 roku). Dlatego proszę o jakiekolwiek wsparcie finansowe, które pomoże mi wyzdrowieć abym mogła w przyszłości spłacić dług wdzięczności.

Z góry dziękuję

Basia z rodziną

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA BASI:

zł  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-TRO-01