Anna Kabulska-Pankrat

Anna Kabulska-Pankrat

Nazywam się Ania Kabulska, mam 41 lat i dopiero teraz rozumiem, jak wspaniale beztroskie było życie przed chorobą i jak bardzo weryfikuje ona nasze plany i marzenia, kompletnie zmieniając priorytety. Pochodzę z długowiecznej rodziny i zawsze się śmiałam, że jestem skazana na dożycie co najmniej 90-tki. W tej chwili tak bardzo chciałabym móc zwyczajnie planować swoje życie i wciąż łapię się na tym, że boję się to robić, bo nie wiem, co będzie za rok czy nawet za pół roku.

We wrześniu 2013 roku, chwilę przed moimi 38 urodzinami, zdiagnozowano u mnie zaawansowany nowotwór jajnika. Choroba, jak w większości przypadków, nie dawała żadnych objawów do momentu, w którym pojawiło się wodobrzusze. Niestety nie udało się jej wykryć we wczesnej fazie pomimo dwukrotnego usg ginekologicznego wykonanego zaledwie 4 miesiące przed diagnozą. 

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko - w piątek dowiedziałam się o chorobie a już w poniedziałek leżałam na stole operacyjnym. Po operacji, której przebieg wydawał się optymistyczny, rozpoczęłam standardową chemioterapię, udało mi się również załapać na program leczenia Avastinem. Byłam szczęśliwa z sukcesu zakończonego leczenia. Niestety półtora roku po zakończeniu chemioterapii i pół roku po zakończeniu leczenia Avastinem nastąpił nawrót choroby. Marker poszybował do ponad 500. Wdrożono kolejną linię chemioterapii. I znów radość, markery spadały, zmiany poznikały. Minęło niecałe 10 miesięcy i w listopadzie 2016 kolejny nawrót. Na podstawie badań obrazowych zostałam zakwalifikowana do procedury HIPEC, co dało mi kolejną dawkę nadziei i dobrej energii. Niestety po otwarciu jamy brzusznej okazało się, że zmiany są zbyt rozległe i niemożliwe jest wykonanie istotnej cytoredukcji. Od procedury więc odstąpiono. W tej chwili jestem po trzecim rzucie chemioterapii. Dzięki uzyskanej częściowej remisji zostałam szczęśliwie zakwalifikowana do programu leczenia Olaparibem - jeszcze nie wiadomo z jakim skutkiem. Problem jednak w tym, że przebieg nawrotowego raka jajnika nie daje nadziei na wyleczenie, przynajmniej lekarze, z którymi do tej pory miałam kontakt, nie pozostawili mi żadnych złudzeń. Okresy remisji są coraz krótsze, komórki nowotworowe uodparniają się na podawane leki, aż do momentu, w którym wyczerpują się możliwości leczenia. Dlatego zdecydowałam się szukać swojej szansy m.in. w immunoterapii, która nie jest refundowana przez NFZ. Niestety koszty takiego leczenia są bardzo wysokie, dlatego każda pomoc z Państwa strony będzie niezwykłym darem, za który dziękuję z całego serca.

                                                                                                                       

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA ANI:

zł  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-KAB-01