Paulina Maziarczyk

Paulina Maziarczyk

Nazywam się Paulina Maziarczyk. Pochodzę ze Zduńskiej Woli. Zbieram pieniądze na trzy wlewy immunoterapii nie refundowanej w moim przypadku.

Zanim zdążyłam ukończyć 19 lat dowiedziałam się, że choruje na nowotwór złośliwy- Mięsak Ewinga. Niestety lekarze założyli, że prawdopodobieństwo na wystąpienie nowotworu u osoby tak młodej jest niewielkie, dlatego postanowili wyciąć nowotwór, bez wcześniejszego wykonania biopsji. 

 Po rekonwalescencji otrzymałam wyniki histopatologiczne z przerażająca diagnozą. Pani chirurg poleciła mi, abym udała się do najbliższego szpitala, co argumentowała wygodniejszymi, krótszymi dojazdami. W ten oto sposób spędziłam rok w łódzkim szpitalu, gdzie dostawałam chemię, a wraz z nią wszystkie możliwe komplikacje. Przez rok nie wychodziłam z domu. Każda chemioterapia kończyła się neutropenią i znacznym osłabieniem mojego organizmu. Leczenie zostało zatrzymane ze względu na mój pogarszający się stan zdrowia, po raz kolejny nie wykonano mi żadnych badań przed podjęciem tak poważnej decyzji.

Zostałam wysłana na kolejną operację, bez koniecznych do jej przeprowadzenia badań. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o tym, jak powinna wyglądać prawidłowa diagnostyka. 

Na początku leczenia Pani Doktor dawała mi duże szanse na pełne wyzdrowienie, zaufałam jej więc. Zaplanowano dla mnie rok chemioterapii, a później operację. Dla mnie liczyło się tylko to, że za rok będę zdrowa i wrócę do życia. Ta myśl dawała mi siłę przez ten czas, kiedy mój organizm walczył o życie przez infekcje, które dla zdrowego człowieka są nawet nieodczuwalne. 

Kolejne badania przysporzyły mi jeszcze więcej niepokoju. Okazało się, że choroba jest rozsiana po całym organizmie, nie da się operować. Moja mama skontaktowała się mailowo z Profesorem z Centrum Onkologii i udało się nam przyjechać tam od razu po otrzymaniu wyników badania Pet zleconego przez chirurga, który miał mnie operować ale nie było sensu.

Dopiero w Warszawie otrzymałam odpowiednio dobrane do mojego przypadku leczenie. Od tego czasu dostaję o połowę więcej zastrzyków na odporność, niż inni pacjenci. Mają one swoje efekty uboczne, ale są one niczym w porównaniu z tym co przeżyłam w Łodzi. Nabawiłam się traumy i strachu przed życiem, ale powoli wracam do siebie. Wiem już, że w tym momencie nie mam szans na pełne wyleczenie. Mogę jedynie zatrzymać rozwój choroby, być może na zawsze, ale tak naprawdę nikt nie wie na jak długo. Obecnie przyjmuje 5 rodzaj chemii i nadal bez zmian, przeszłam dwie radioterapię jedną przy sercu a druga przy kręgosłupie.

Aż nagle...usłyszałam od pani doktor o przypadku dziewczyny, która wyzdrowiała przy podaniu immunoterapii wraz z chemioterapia, jaką ja obecnie przyjmuje. 

Wyzdrowiała na rok, dalsze losy nie są znane. Przypadek jest bardzo podobny do mojego ponieważ na nią żadne wcześniejsze schematy leczenia nie działały tak samo jak u mnie.

Szansą jest moim zdaniem duża, mój organizm powoli się wykańcza a nowotwór rośnie.

Poprzednia chemia zniszczyła mi serduszko, a po operacji mój szpik kostny nie produkuje krwinek białych  tak jak powinien, są one bardzo ważne bo odpowiadają za odporność i to one decydują o podaniu kolejnej chemioterapii. Mam też tylko jedna nerkę. Nie jest to refundowane ponieważ to był dopiero pierwszy przypadek na świecie. 

Ale tak właśnie rodzi się postęp ❤️

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ DLA PAULINY:

zł  

  Język:  

lub

nr konta: 03 1050 1025 1000 0090 7328 2841 

tytułem FON-SUB-MAZ-03